Prowadzę ośrodek kolonijny

Jesteśmy biurem architektonicznym z wieloletnim doświadczeniem. Chętnie sporządzimy projekt dla Ciebie!

Prowadzę ośrodek kolonijny

Turystyka i hotelarstwo było dla mnie idealnym kierunkiem studiów. Kocham podróże, byłam na różnych wycieczkach. Lubię zarówno wspinanie się po górach, jak i żeglowanie. Aktywy wypoczynek jest najlepszy. Jednak trzeba było się tez wziąć za pracę i stworzyć własny biznes, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Tym sposobem stałam się właścicielkom ośrodka kolonijnego na terenie Mierzei Wiślanej.

Ośrodek wczasowy dla dzieci

Mierzeja - ośrodek kolonijnyDlaczego akurat taki? Chodziło zarówno o miejsce, jak i o maluchy. Regionem z którego pochodzę jest właśnie Mierzeja – ośrodek kolonijny zaś interesował mnie bardziej niż hotel. Lubię zajmować się dziećmi, poza tym są one mniej konfliktowe niż dorośli. Region Mierzei Wiślanej charakteryzuje się pięknym krajobrazem i wyjątkowym ukształtowaniem terenu. Jako dziecko przemierzyłam cały ten obszar wzdłuż i wszerz, znałam wszystkie zabytki i ciekawe miejsca. Wiedziałam co polecić każdemu, kto wybrał się w ten rejon. W pobliskich miejscowościach było wiele hoteli i ośrodków wczasowych, jednak nie było specjalnego ośrodka dla dzieci. A wiadomo, że wiele wycieczek i zielonych szkół odbywa się nad morzem. Maluchy nie lubią długich górskich wędrówek, a nad morzem można przyjemnie wypoczywać i nawdychać się jodu. Kupiłam działkę i zaczęłam budowę ośrodka. Musiał być on duży, tak by pomieścić kilka wycieczek naraz. Budynek i poszczególne pokoje powinny być dopasowane do potrzeb dzieci. Zatem nie można było szafek czy luster wieszać zbyt wysoko. Dodatkowo ważne było to, by dzieci na miejscu mogły się posilić. W okolicy stołówki nie było. Na jeden nocleg mogłyby mieć ze sobą kanapki albo zjeść na mieście, ale na tydzień to już by nie wchodziło w grę. Sama wybierałam kolory i meble, choć wykończeniem oczywiście zajęła się specjalna ekipa budowlana. Postawiłam na styl klasyczny, ale z elementami marynistycznymi. Na ścianie wisiała kotwica czy koło, była też pościel a marynarskie pasy. W części lobby i poczekalni dla gości wisiały obrazki przedstawiające morze. To wprowadzało miły klimat do wnętrza. W menu natomiast w sezonie letnim było więcej ryb, łowionych w Morzu Bałtyckim, a zimą więcej mięsa. Tak by dzieciom wszystko smakowało.

Ośrodek kolonijny to dobry pomysł na biznes. Nie mogę narzekać na brak grup, czasem muszę nawet niektórym odmawiać. Wszyscy wczasowicze są zadowoleni z mojej oferty, zarówno jeśli chodzi o sam nocleg, jak i o wyżywienie w stołówce. Jak już zyskam jeszcze większą renomę to zatrudnię więcej osób, a sama będę zajmowała się oprowadzaniem turystów po regionie Mierzei Wiślanej.